Blog genealogiczny

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ZAMIAST WSTĘPU

 

POCZĄTKI. Był styczeń 2007 roku. Zaczęło się prozaicznie: od beznamiętnego przeglądania stron internetowych dla zabicia czasu. Tyle tych stron genealogicznych już wtedy istniało… Ale jedna z nich szczególnie mnie zainteresowała, bo miała bardzo ciekawe forum. Był to znany wszystkim genealogom Genpol. Przeczytałam pierwszy post. Potem drugi, trzeci. W końcu zapoznałam się ze wszystkimi postami od deski do deski, co zajęło mi ładnych parę dni :-)

I gotowe: zaraziłam się genealogią.

Zaczęłam od siebie i swoich najbliższych, lecz zatrzymałam się na pradziadkach. Zapytałam rodziców o szczegóły: daty, miejscowości, opowiedziałam im o genealogii, pokazałam strony w internecie. Wpadli na amen: kolejne dwie osoby zapadły na genealogiczną chorobę. Od tego momentu tworzymy „silną grupę” - razem buszujemy w archiwach: jest nas trójka, więc mamy większe „moce przerobowe” :-).

Kiedy cała rodzina, ta najbliższa, była już „przebadana”, wypytana o daty, akta, zdjęcia - zwróciliśmy się w kierunku USC. Postaraliśmy się o odpisy aktów metrykalnych moich dziadków i pradziadków. Otrzymaliśmy ciekawe dane: pojawiły się nowe miejscowości, takie jak Słupia i Strykowo, o których pierwszy raz usłyszeliśmy. Wtedy to przekonaliśmy się, że Molendowie nie pochodzą wcale z Kujaw, lecz z okolic Poznania. Nikt w rodzinie o tym nawet nie słyszał! Nie było już naszych pradziadków, dziadkowie również nie żyli, nie zdążyliśmy ich zapytać... Mój dziadek zmarł w 2001 roku. Gdybyśmy zaczęli kilka lat wcześniej!

Szukaliśmy więc dalej. Okazało się, że Urzędy Stanu Cywilnego oddają co roku księgi metrykalne starsze, niż stuletnie, do Archiwum Państwowego w swoim rejonie. Po tym okresie czasu przestaje już obowiązywać ochrona danych osobowych, więc do archiwum może przyjść każdy i przeglądać metrykalia do woli. Najbardziej interesowało nas AP w Poznaniu, bo w te okolice prowadził ślad naszych przodków. Dowiedzieliśmy się, że niewielka część ksiąg parafialnych i USC w archiwach została sfotografowana strona po stronie i umieszczona na mikrofilmach. Zanim pojechaliśmy do Poznania, miejscowe AP w Gdańsku sprowadziło na naszą prośbę mikrofilm z księgami metrykalnymi z Modrza. Na szczęście jest możliwość wymiany mikrofilmów między archiwami, można je wtedy oglądać oczywiście tylko na miejscu: w archiwum znajdującym się w naszym miejscu zamieszkania. Ciągle pamiętam niesamowite wrażenia i emocje, związane z ich oglądaniem - zupełnie, jakbym przeniosła się w czasie! Były to duplikaty ksiąg kościelnych w języku łacińskim.

 

W zaborze pruskim księgi kościelne początkowo zawierały akta „opisowe” (narracyjne), potem pojawiły się akta w formie tabeli, którą to formę Kościół stosuje do dnia dzisiejszego. Katolickie księgi kościelne z zaboru pruskiego pisane były przeważnie po łacinie (niekiedy po niemiecku, a nawet zdarzają się - rzadko - po polsku). W parafii znajdowały się, podobnie, jak dzisiaj, oryginały ksiąg - unikaty oraz ich kopie - duplikaty. Oryginały w odpowiednim czasie trafiają do archiwów kościelnych: diecezjalnych lub archidiecezjalnych. Od października 1874 r. zaczęły działać pruskie USC. Od tego momentu księgi metrykalne prowadzone były w obu instytucjach równolegle, jak jest zresztą do dnia dzisiejszego. Księgi USC do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości były oczywiście w języku niemieckim i pisano je tzw. gotykiem - zmorą genealogów :-)

Tak wyglądają pruskie księgi metrykalne USC Pakość-miasto

w AP Inowrocław. Zdj. S. Molenda.

 

Potem nastąpiła nasza pierwsza genealogiczna wyprawa do Poznania. Szperaliśmy równolegle: zarówno w AP, jak i w Archiwum Archidiecezjalnym (AA). Adrenalina, jak przy sportach ekstremalnych! :-) Wróciliśmy z ogromnym „łupem” i pełni wrażeń. Od tego czasu będziemy się starać przynajmniej raz w roku tam wracać - Poznań to dla nas studnia bez dna...

W maju 2008 roku wybraliśmy się w podróż śladem miejscowości, w których mieszkali, rodzili się i umierali nasi przodkowie. Jednak nie były to miejscowości z parafii Komorniki (Kotowo, Plewiska itp.), bo o nich jeszcze wtedy nic nie wiedzieliśmy. Naszym celem było Strykowo, Modrze, Stęszew, Dębno i Słupia, a byliśmy w tych miejscach po raz pierwszy w życiu. Miałam wrażenie, że wróciłam do domu z dalekiej podróży. Niejedna łezka się w oku zakręciła… Byliśmy wiosną, a więc wjeżdżaliśmy do Strykowa aleją z przepięknie kwitnących drzew owocowych, a wokół były żółte, pachnące rzepakowe pola. Cały czas ślicznie śpiewały ptaki, co zresztą słychać w migawkach filmowych, umieszczonych na stronie. Dziś wiem, że na pewno tam wrócimy, bo jeszcze tylu rzeczy nie zobaczyliśmy… Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że w Modrzu do dziś mieszka nasza rodzina, nie zauważyliśmy też (choć szukaliśmy) wszystkich rodzinnych grobów na starym modrzańskim cmentarzu.

JAK TO Z KACPREM BYŁO. Po powrocie kontynuowaliśmy nasze poszukiwania. Kiedyś, na samym początku naszej genealogicznej drogi, natrafiłam w internecie na książkę adresową Pakości z 1903 r. Byli tam Molendowie: Idzi, Kacper i Jerzy, lecz wtedy te imiona nic nam jeszcze nie mówiły:

 

 

Równolegle po kolei odnajdywaliśmy akta urodzeń i ślubów, które „opowiadały” nam, kim były osoby, umieszczone w książce: moim prapradziadkiem i jego synem, wtedy już żonatym i dzieciatym. Kobiety, nie będące głównymi lokatorami mieszkania i niepełnoletni nie figurowali w książce. Długi czas nierozwiązaną zagadką pozostawał Jerzy (niem. Georg). Dopiero niedawno (luty 2010) okazało się, że imię Wojciech było często mylnie tłumaczone na niemiecki jako Georg. A zastanawialiśmy się, gdzie podział się drugi spośród braci, mój pradziadek Wojciech - w tym okresie już również żonaty i mieszkający w Pakości… Okazało się, że jego rodzina mieszkała razem z rodziną Kacpra.

Z Kacprem długo mieliśmy problem. W Pakości rodziły się dzieci „jakiegoś” Kacpra Molendy, lecz nie mieliśmy jego aktu ślubu, w którym zawsze czarno na białym widniały imiona rodziców młodych. Domyślaliśmy się tylko, że jest bratem mojego pradziadka, lecz „papierów” na to nie było. Uczepiliśmy się kurczowo pewnego śladu. W odnalezionej w internecie książce adresowej miasta Leszna z 1930 r. spotkaliśmy Molendę o imieniu Kacper, a jeszcze jakiś Michał tam był. Wiedzieliśmy, że Kacper z Pakości miał syna Michała, bo znaleźliśmy jego akt urodzenia. Po kilku telefonach do UM w Lesznie wiedzieliśmy już, że Kacper z Pakości i jego żona tam właśnie się przenieśli, ale czy to na pewno „nasz” Kacper? Trzeba było wziąć się za współczesną książkę telefoniczną Leszna. Pierwszy telefon i ...trafiony! Odnaleźliśmy - do dziś mieszkającą w Lesznie - bardzo sympatyczną naszą rodzinę, o której nie mieliśmy dotąd pojęcia. Jeden z nowo poznanych krewnych był w posiadaniu starej „książeczki rodzinnej” swojego dziadka, gdzie była wpisana data i (co ważniejsze) miejscowość ślubu Kacpra i Franciszki: Gołańcz. Natychmiast dotarliśmy do aktu w AP Piła. Rodzicami młodego byli: Idzi Molenda i Elżbieta z d. Torska!

Dopiero wtedy uzyskaliśmy dowód, że Kacper z Pakości i Kacper z Leszna to ta sama osoba i w dodatku nasz krewny.

Wielu krewniaków odnaleźliśmy dzięki internetowi. Ale o tym w następnym odcinku :-)

BEZ INTERNETU ANI RUSZ. Tak więc rodzinę z Leszna odnaleźliśmy pośrednio przez Internet, który pomógł nam również w wielu innych przypadkach i ciągle pomaga.

Kiedyś w sieci natrafiłam na stronę Poznań Project, zawierającą wyszukiwarkę małżeństw zawartych na terenie Wielkopolski (z Kujawami) w latach 1820-1889. Znalazłam tam akt ślubu Idziego Molendy i Elżbiety Torskiej, Tomasza i Franciszki Linke oraz drugi i trzeci ślub ich ojca Andrzeja. Nie były one dla mnie nowością, ponieważ już wcześniej widzieliśmy mikrofilm z parafii Modrze, więc tylko potwierdziły się nasze wcześniejsze znaleziska. Lecz po jakimś czasie przy małżeństwie Tomasza i Franciszki pojawił się wpis Macieja Gmerka, że są to jego prapradziadkowie. Był to drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, więc otrzymaliśmy wspaniały prezent! Po nawiązaniu kontaktu i dzięki jego pomocy, otrzymaliśmy dane całej gałęzi potomków Michała Gmerka i Antoniny Molendy (córki Tomasza), a także wiele zdjęć i dokumentów.

Bardzo długo szukaliśmy pierwszego ślubu Andrzeja Molendy, ojca Idziego i Tomasza. Nie wziął go w parafii Modrze, więc skądś przybył do Strykowa. A zawarł na pewno, bo w chwili drugiego małżeństwa z Katarzyną Wywias był wdowcem, o czym adnotację znaleźliśmy na akcie ślubu. Przeszukaliśmy wszystkie okoliczne parafie, zarówno podczas pobytu w AP Poznań, jak i sprowadzając mikrofilmy stamtąd do Gdańska. Bez rezultatu. Dopiero całkiem niedawno pojawił się wpis na wspomnianej wyżej stronie o jego ślubie z Apolonią Płotkowiak (nazwisko pierwszego męża, panieńskie to Jędraszak) w parafii Komorniki. Po tylu bezskutecznych poszukiwaniach nasza radość była ogromna! Dzięki temu dowiedzieliśmy się, skąd przybył Andrzej i gdzie dalej mamy szukać. Przestaliśmy „dreptać w miejscu” i mogliśmy kontynuować nasze poszukiwania.

Ogromną pomocą był dla nas znany wszystkim doskonale, popularny portal społecznościowy. Dzięki niemu nawiązaliśmy kontakt z potomkami najmłodszego syna Tomasza Molendy i Franciszki - Marcina. Tylko dlatego wiemy, że w Modrzu mieszka ciągle nasza rodzina oraz kto pochowany jest na modrzańskim cmentarzu. Według naszej wiedzy Marcin był jedynym dzieckiem Tomasza, który pozostał na ojcowiźnie.

Dużo ułatwia nam fakt, że posiadamy już wiedzę na temat „historycznych” Molendów. Przy nawiązywaniu znajomości z ich współczesnymi potomkami, wystarcza nam informacja na temat danych dziadków lub  pradziadków, którą każdy z nich przeważnie posiada. W ten sposób o wiele łatwiej jest uzupełniać drzewo.

Wiedzieliśmy już wcześniej, że „jakaś” nasza rodzina mieszkała w Krzyżu Wielkopolskim. Za pomocą portalu odnaleźliśmy ją. Okazało się, że są to potomkowie Kazimierza Molendy, syna Jana, a wnuka Idziego. Był to początek naszych bliskich kontaktów, które zaowocowały sympatycznymi znajomościami, bogactwem starych zdjęć i danych, na których zdobycie mieliśmy wcześniej nikłe szanse...

W ten sam sposób udało nam się odnaleźć potomków Michała Molendy (kolejnego z synów Tomasza) i Weroniki Nowackiej. Poznaliśmy losy samego Michała, jak i jego dzieci oraz bogate dane na temat tej gałęzi naszej rodziny.

Wspomniany portal umożliwił nam też kontakt z potomkiem Michała Molendy z Radłowa (syna Idziego) i jego żony, Marianny Kwiatkowskiej.

Niestety, nie wszyscy Molendowie chcą kontaktu z nami i nie wszyscy odpowiadają na nasze maile. Cóż, mają do tego pełne prawo.

Na początku nie posiadaliśmy ani jednej starej fotografii rodzinnej. Teraz, wyłącznie dzięki kontaktom z „odzyskaną” w ten sposób rodziną, mamy ich naprawdę sporo.

Naszym najświeższym internetowym znaleziskiem była informacja o innym synu Tomasza: Stanisławie. Znaleźliśmy ją całkiem przypadkowo na niemieckiej stronie Denkmalprojekt, a ponieważ już wcześniej posiadaliśmy datę i miejsce urodzenia Stanisława, zidentyfikowaliśmy go od razu. Wystarczyło wpisać w wyszukiwarkę Google, znajdującą się na tej stronie, nazwisko „Molenda”.

Dzięki internetowi, dowiedzieliśmy się również, że Tomasz (syn Kacpra Molendy, a wnuk Idziego) był z zawodu policjantem. Informację tę wyszukaliśmy na stronie parafii św. Mikołaja w Bydgoszczy-Fordonie, a potem potwierdzili to jego najbliżsi, udostępniając nam nawet stare zdjęcie Tomasza w mundurze policyjnym.

W następnym odcinku postaram się opisać nasze przygody w archiwach, czasem zupełnie nieoczekiwane... :-)

W ARCHIWACH. Archiwa państwowe i kościelne to skarbnice wiedzy o naszych przodkach. Znajdujemy tam ponad stuletnie akta metrykalne naszych krewnych, spisy ludności interesujących nas miejscowości i inne ciekawe dokumenty. Jak już wspomniałam, każdy może z tych dobrodziejstw korzystać, ponieważ akt tych, ze względu na ich wiek, nie dotyczy ustawa o ochronie danych osobowych. W archiwach państwowych i niektórych kościelnych można (odpłatnie) zrobić ksero, zdjęcie lub skan interesującego nas dokumentu lub (za darmo) przepisać sobie dokument. W AP Poznań mieliśmy ciekawą przygodę, dotyczącą aktu urodzenia Marianny Gmerek (później Reckiej). Była ona dzieckiem Antoniny z d. Molendy i Michała Gmerka (gałąź Tomasza i Franciszki Linke). Miała starszą siostrę, też Mariannę, urodzoną w 1892 r., która jednak po roku umarła. Kolejnej dziewczynce, urodzonej w 1894 r., jak to często u Molendów bywało, rodzice nadali imię po zmarłej siostrzyczce. W jakiś czas później nawiązaliśmy kontakt z potomkami Marianny. Po zapoznaniu się z jej datą urodzenia (1894 r.), uznali, że jest ona nieprawidłowa, gdyż naprawdę urodziła się w 1892 r. i przedstawili nam uwierzytelnioną kopię jej aktu urodzenia, pozyskaną z AP Poznań. Oczywiście był to akt jej zmarłej wcześniej siostry, bo taki otrzymali z archiwum. Dane dotyczące rodziców i miejsca urodzenia się zgadzały (bo musiały). Prawdopodobnie przez całe życie Marianna Recka z d. Gmerek korzystała z danych swojej siostry, o czym oczywiście nikt: ani ona sama, ani nikt z rodziny nie wiedział.

Nieoczekiwaną informacją, znalezioną w archiwum, było panieńskie dziecko Elżbiety Torskiej (późniejszej żony Idziego Molendy): Karol Torski. Mimo, że wychowywał się, aż do wieku dorosłego, razem z dziećmi swej matki i Idziego, ich drogi rozeszły się później, a pamięć o nim nie przetrwała w rodzinie. Prawdopodobnie jego potomkowie żyją do dziś w pow. czarnkowskim (przypuszczenie jeszcze niesprawdzone).

Nie przetrwała również pamięć o Michale Molendzie, synu Idziego, mieszkającym w Radłowie. Jego bracia: Wojciech i Jan całe życie mieszkali tak blisko - w Pakości. Akta znalezione w AP Inowrocław nie pozostawiały cienia wątpliwości. A nikt z naszej rodziny wcześniej nie wiedział o jego istnieniu.

Bliskie nam duplikaty ksiąg kościelnych parafii Modrze, które przeglądaliśmy w AP Poznań, czasami trudne były do odcyfrowania, ze względu na charakter pisma księży.

W AP Inowrocław. Zdj. Ewa Molenda.

Najbardziej „gryzmolił” ks. proboszcz Jan Lerski w najstarszych, znalezionych przez nas aktach - bez szkła powiększającego się nie obyło. Natomiast najbardziej wyraźnie pisał ks. proboszcz Marcin Apolinarski.

Ciekawa jest również historia aktu urodzenia Michała Molendy, syna Tomasza i Franciszki Linke.

W akcie chrztu, a więc kościelnym, który odszukaliśmy w AA Poznań, zapisany został jako Michał. Natomiast w akcie urodzenia z USC jego imię brzmiało: Franciszek, a dalej był dopisek Michał. Dopiero, kiedy odszukaliśmy jego grób na cmentarzu w Stęszewie, upewniliśmy się, że jednak używał imienia Michał, co potem potwierdzili nam jego potomkowie. Dużym rozczarowaniem dla nas  był brak imion rodziców Andrzeja Molendy, zarówno przy jego drugim i trzecim małżeństwie, jak i akcie zgonu.

Dopiero po odnalezieniu aktu jego pierwszego małżeństwa z Apolonią Jędraszak (Płotkowiak) w parafii Komorniki, dowiedzieliśmy się, że rodzicami Andrzeja byli Jan i Franciszka - nasi, jak do tej pory, najwcześniejsi przodkowie, od których wywodzi się cała nasza rodzina. Dane, jakie posiadamy z parafii Komorniki, dotyczą okresu tylko 1817-1860. W maju tego roku planujemy wyjazd do Poznania, gdzie mamy nadzieję odszukać zarówno akty metrykalne sprzed tego okresu (w tym akt urodzenia Andrzeja), jak i po tym okresie. Trzymajcie kciuki, aby udało nam się odnaleźć jak najwięcej nowych danych!

Natomiast pierwszym udokumentowanym śladem przybycia Molendów do Pakości był odnaleziony w AA Gniezno akt urodzenia Jana Molendy (syna Kacpra, wnuka Idziego) z 1892 r. Potem akty sypały się już jak z rękawa.

Większość informacji o naszych przodkach pochodzi z archiwów. Jeszcze tyle aktów i innych dokumentów czeka sobie spokojnie na odkrycie przez nas… I całe szczęście ;-)

 

KALENDARIUM

 

MAJ 2009. Zgodnie z obietnicą niedawno wróciliśmy z Poznania, gdzie pracowaliśmy równolegle w AP i Archiwum Archidiecezjalnym. W tym ostatnim dokładnie przejrzany został mikrofilm z parafii Komorniki od 1726 do początków XX w. Okazało się, że nasi protoplaści: Jan i Franciszka ni z tego, ni z owego pojawiają się w Junikowie dopiero około 1813 roku, gdzie występują w metrykaliach jako chrzestni dzieci mieszkańców wsi. Nie wiemy, skąd przybywają, przed nami dalsze poszukiwania…

Ciekawostką jest fakt, że Jan zapisany zostaje w tych aktach jako rządca (łac. villicus). Daje to duże pole do domysłów. Wiele przemawia za tym, że został sprowadzony przez właścicieli majątku jako poszukiwany specjalista, kolonista do zasiedlenia lub tzw. człowiek luźny, zachęcony intratną posadą do osiedlenia się na stałe.

Tak więc o okresie sprzed 1817 r. niewiele się dowiedzieliśmy.

Za to udało się zdobyć obszerne informacje o potomkach Jakuba, brata Andrzeja, a syna Jana i Franciszki aż do początków XX w. (szczegóły w zakładce Dzieje rodu). Potwierdziły się nasze wcześniejsze przypuszczenia, że przenieśli się oni z Kotowa do parafii św. Marcina w Poznaniu, a dokładnie do podpoznańskiej wsi Górczyn, który dopiero w 1900 r. wszedł w granice miasta.

Uzupełniliśmy też informacje o Stanisławie, córce Tomasza i Franciszki Linke oraz potomkach Jana i Marianny (dzieci Andrzeja z trzeciego małżeństwa z Katarzyną Jankowską).

Pozyskaliśmy sporą ilość akt metrykalnych, które będziemy stopniowo dodawać do zakładki Nasza genealogia z racji prac nad ich tłumaczeniem i obróbką.

Przeglądanie metrykaliów w parafii Komorniki pisanych ręką ks. Ksawerego Malinowskiego było czystą przyjemnością. Pismo piękne, kaligraficzne, a także wielka dbałość o szczegóły. Widać było, że ksiądz zadawał sobie trud w odszukiwaniu wcześniejszych aktów dla odnalezienia np. nazwiska panieńskiego mężatek, czy wieku zmarłego, jeśli pochodzili z tej samej parafii. Jeżeli umierało któreś z rodziców, w adnotacjach zawarte były imiona  osieroconych dzieci i pozostałego małżonka, których wiek ksiądz obliczał skrupulatnie na marginesie. Przy wielu aktach zgonu w uwagach był zapis „gratis”, oznaczający, że pogrzeb został odprawiony za darmo. Księgę zgonów z 1866 r., kiedy to panowała epidemia, przeglądało się z przerażeniem, tak wiele było ofiar z adnotacją „cholera”.

Pięć dni w Poznaniu to mało - nie zdążyliśmy przejrzeć wszystkiego, reszta musi poczekać do przyszłego roku. Genealog musi być cierpliwy, a tu wszystko chciałoby się już, zaraz…

 

CZERWIEC 2009. Miesiąc rozpoczął się bardzo owocną wizytą rodziny z Leszna: Ireny Molendy z d. Olbińskiej (żony Jerzego) oraz jej syna Jarka. Dowiedzieliśmy się wielu szczegółów z historii rodziny, otrzymaliśmy też wiele starych i nowych zdjęć z ich bogatego archiwum oraz zdjęcia grobów Molendów z Leszna.

Na wielu starych fotografiach były nieznane osoby, które z sukcesem udało się nam zidentyfikować, bądź na podstawie posiadanych już wcześniej zdjęć, bądź przy pomocy innych członków rodziny.

Edmund Molenda z Sopotu (wnuk Tomasza-policjanta z Fordonu) rozpoznał swoich dziadków i ich synów na jednej z naszych cenniejszych „zdobyczy”. Dostarczył również inne fotografie ze starego albumu swojej rodziny, w tym ślubną swojego ojca oraz ślubną jego brata - imiennika ojca - Tomasza, który do końca życia mieszkał we Włoszech. Informacji o nim i jego rodzinie dostarczyli nam też potomkowie Michała (syna Kacpra) z Francji. Wzbogaciliśmy się także o zdjęcia grobów Molendów z Francji oraz fotografie grobów Molendów pochowanych na cmentarzu w Ptaszkowie (z gałęzi Tomasza i Franciszki Linke), a dokładnie wnuka Tomasza - Franciszka. Nie do wiary, ile starych zdjęć rodzinnych zachowało się, mimo różnych dziejowych zawieruch! A na początku naszej genealogicznej drogi mieliśmy ich zaledwie kilka...

Na jednym z forów genealogicznych przy pomocy specjalistów od militariów, udało nam się rozszyfrować formację wojskową, w mundurze której wystąpił na swoim zdjęciu ślubnym Tomasz Molenda (najmłodszy syn Tomasza-policjanta z Fordonu) - szczegóły w zakładce Dzieje rodu.

W drugiej połowie miesiąca odwiedziliśmy wreszcie po raz pierwszy Archiwum Archidiecezjalne w Gnieźnie, na które od dawna ostrzyliśmy sobie zęby. Zostały tam umieszczone m. in. metrykalia kościelne z rejonu Kujaw. Dzięki tej wizycie przesunęła się data przybycia Molendów w okolice Pakości z 1895 na 1892 r. Stało się tak, ponieważ odnaleźliśmy nieoczekiwanie akt chrztu jeszcze jednego dziecka Kacpra - Jana, który urodził się w Wilkowie koło Pakości. Jan nie jest znany rodzinie, więc przypuszczamy, że musiał umrzeć jako dziecko, choć nie znaleźliśmy jego aktu zgonu. Wyjaśniła się również sprawa nazwiska panieńskiego Franciszki Molendy z d. Idziaszek. Na posiadanym przez nas wcześniej jej akcie ślubu z USC, pruski urzędnik błędnie wpisał nazwisko Ignaczak, wprowadzając nas tym samym w błąd. W jej kościelnym akcie ślubu z Kacprem, oglądanym przez nas w AA Gniezno, widniało nazwisko Idziaszek, podobnie, jak na aktach urodzenia jej dzieci i akcie zgonu. Dodatkowo świadkami na ślubie i chrzestnymi Jana również byli Idziaszkowie. Zamówiliśmy również kilka zdjęć aktów, które zostaną przysłane przez AA w późniejszym terminie (po wakacjach).

Wiadomością z ostatniej chwili jest nawiązanie kontaktu z nami przez potomków Andrzeja Molendy i jego trzeciej żony Katarzyny Jankowskiej (a dokładniej potomków jego wnuka, również Andrzeja, i Wiktorii Żarnej). Zechcieli udostępnić nam pięknie zachowaną tzw. książkę rodzinną z 1909 r., zawierającą bezcenne dla nas informacje. Ciągle jeszcze zbieramy dane o tej gałęzi Molendów oraz oczekujemy na obiecane zdjęcia.

Wszystkie wspomniane tu dane, akty i fotografie zostały umieszczone na naszej stronie w części przeznaczonej dla rodziny.

 

LIPIEC 2009. Otrzymaliśmy kolejne dane oraz piękne fotografie, dotyczące Andrzeja Molendy i Wiktorii Żarnej oraz ich rodziny. Uzyskaliśmy też informacje z USC Stęszew o dokładnej dacie śmierci matki Andrzeja, Jadwigi Ratajszczak. Okazuje się, że urodziła się w Witoblu, a zmarła w wieku 59 lat. Udało nam się również pozyskać z USC w Krobi ksera oryginałów akt urodzenia dwóch synów Tomasza Molendy i Józefy Witkowskiej: Leona i Tomasza (szczegóły w zakładce Dzieje rodu). Dzięki nim poznaliśmy rodzaj stopni zaszeregowania, które posiadał ich ojciec jako policjant na początku lat dwudziestych XX wieku. Jednocześnie potwierdziło się, że jego rodzina rzeczywiście w Krobi przebywała.

Dotarliśmy też do tzw. teczki dowodowej mojego dziadka, Kazimierza Molendy w UM w Inowrocławiu. Jest to teczka, zawierająca dokumenty potrzebne do wystawienia/wymiany dowodu osobistego, którą dziś również każdy z nas posiada. „Wędruje” ona za nami, jeśli przeprowadzamy się do innej miejscowości. Jak dowiedzieliśmy się w UM, po dziesięciu latach od śmierci właściciela jest ona niszczona. Nam się jeszcze udało… Otrzymaliśmy kopie zdjęć dziadka, jego ausweisu z okresu II wojny światowej, karty meldunkowej i ankiet potrzebnych do wystawienia kolejnych dowodów osobistych - z ciekawymi danymi. Ich zdobycie było dla nas naprawdę ważne.

 

WRZESIEŃ 2009. W sierpniu zrobiliśmy sobie wakacyjną przerwę od genealogii :-). Za to we wrześniu udało nam się zupełnie nieplanowane spotkanie z Elżbietą Wejcman z d. Molendą i jej córką Magdaleną, z gałęzi Tomasza Molendy - policjanta z Fordonu (syna Kacpra). Dzięki niej uzyskaliśmy wiele cennych informacji o rodzinie, o której wcześniej mieliśmy bardzo pobieżną wiedzę, z wieloma niewiadomymi. Pomogła nam też zidentyfikować wszystkie osoby na zdjęciu grupowym z 50-tej rocznicy ślubu jej dziadków: Stanisława i Moniki Molendów, wcześniej tylko częściowo przez nas rozpoznane (NASZA GENEALOGIA->MULTIMEDIA->Zdjęcia grupowe). Dzięki Elżbiecie odnaleźliśmy również groby rodzinne na cmentarzu parafii św. Mikołaja na Fordonie w Bydgoszczy - to m.in. jej zawdzięczamy zdjęcia z tego cmentarza, zamieszczone w zakładce GROBY RODZINNE.

Do zakładki tej dołączyliśmy ostatnio zdjęcie grobu Michała i Pelagii Gmerków oraz ich syna Edwarda, pochowanych na cmentarzu św. Trójcy w Bydgoszczy. Przysłał nam je syn Edwarda - Maciej (gałąź Tomasza Molendy i Franciszki Linke z Modrza).

Jesteśmy w trakcie uzupełniania danych, dotyczących rodziny Franciszka Baranowskiego i jego żony, Heleny z d. Molendy z Leszna (gałąź Kacpra i Franciszki Molendów).

Wszystkim osobom, tak bezinteresownie angażującym się w przywrócenie pamięci naszej rodzinie - serdecznie dziękujemy!

 

PAŹDZIERNIK 2009. Odwiedziliśmy AP w Bydgoszczy, by przejrzeć książkę meldunkową do spraw militarnych miasta Fordonu. Dowiedzieliśmy się, że Tomasz Molenda, syn Kacpra, zameldował się na stałe we Fordonie 10 września 1928 r. przy ul. Bydgoskiej 53. Był sierżantem. Natomiast jego syn Jan był starszym strzelcem konnym, a zameldował się pod tym samym adresem po powrocie z wojska, dnia 21 września 1933 r.

Odwiedziliśmy też w Bydgoszczy Helenę Rydlichowską, córkę Leona Molendy, a wnuczkę Wojciecha z Pakości. Owocem tego spotkania są zdjęcia zamieszczone na naszej stronie.

Dzięki Ewelinie Baranowskiej, prawnuczce Wiktorii Molendy z Leszna, otrzymaliśmy brakujące dane dotyczące zarówno jej gałęzi rodziny, jak i gałęzi Elżbiety Skrzypek z d. Molendy, córki Józefa i Marianny. Nasza strona wzbogaciła się też o wiele fotografii i akt metrykalnych, pracowicie przez nią zebranych. Ewelino, serdecznie dziękujemy!

 

LISTOPAD 2009. Otrzymaliśmy nieoczekiwanie od Henryka Molendy z Zielonej Góry dwie duże partie zdjęć, dotyczących rodziny Marcina Molendy - najmłodszego syna Tomasza i Franciszki z d. Linke. Takie „niespodzianki” najbardziej lubimy :-) Oglądając je nie mogliśmy oprzeć się refleksji, jak bardzo wszyscy jesteśmy podobni do siebie. Drogi dwóch braci: Tomasza i Idziego rozeszły się na zawsze, aby po ponad stu latach ich potomkowie znowu o sobie usłyszeli i zobaczyli swoje twarze. Marcin Molenda - syn Tomasza i mój pradziadek Wojciech - syn Idziego, to przecież rodzeni kuzynowie… Z ogromną wdzięcznością przyjmujemy wszystkie dowody Waszej pamięci, które nam przysyłacie w postaci zdjęć i dokumentów rodzinnych. Czujemy wtedy najmocniej, że nasza praca do czegoś się przydała ;-)

Na cmentarzu w Stęszewie, dzięki uprzejmości koleżanki-genealoga, zostały wykonane zdjęcia grobów: Kazimierza Majewicza i jego żony, Heleny z d. Molendy oraz Jadwigi Molendy z d. Szyfter - żony Bolesława. Fotografie umieściliśmy w zakładce Groby rodzinne.

 

MARZEC 2010. W tym miesiącu wiadomości, które zainteresują gałąź Tomasza Molendy i Franciszki Linke. Jak napisałam już wcześniej, nie znaliśmy dokładnej daty oraz miejsca urodzenia Franciszki Linke, żony Tomasza - jedynie przybliżony rok, określony na podstawie wieku, podanego w ich akcie ślubu. Nieznani byli również jej rodzice. Danych tych brakowało w parafii Modrze, w której brali ślub, mimo naszych poszukiwań. Jednak podczas przeglądania ksiąg w/w parafii zapamiętałam charakterystyczne imiona pewnego małżeństwa: Ferdynand i Konstancja Linke. Ich związków pokrewieństwa z Franciszką nie udało mi się wtedy ustalić, choć Ferdynand był świadkiem na jej ślubie. Brat, ojciec? I znów, po raz kolejny, pomógł Poznań Project: małżeństwo powyższej pary pojawiło się w parafii Wilkowo Polskie, dwadzieścia kilka kilometrów od Modrza. Postanowiłam ten trop sprawdzić.

Po sprowadzeniu z AP Poznań mikrofilmu parafii Wilkowo Polskie, okazało się, że trafiłam w dziesiątkę. Znalazłam akt urodzenia Franciszki Linke, późniejszej żony Tomasza Molendy, znalazłam też jej rodzeństwo, które - okazuje się - już wcześniej przewijało się w aktach chrztu dzieci tej pary w parafii Modrze. Wszystko połączyło się w całość. Szukałam jedynie daty i miejsca urodzenia Franciszki oraz jej rodziców, ale niejako „przy okazji” uzupełniłam dane jej całej rodziny. Gdyby ktoś z gałęzi Tomasza i Franciszki zechciał kiedyś kontynuować poszukiwania - ma otwartą drogę :-)

Historia rodu Linke przedstawiona została w nowej zakładce: RODZINY SKOLIGACONE.

W marcu uzupełniłam też dane, dotyczące rodzin: Aniołów, Katarzyny Frąckowiak secundo voto Pospiesznej (córki Jakuba Molendy) oraz jej brata, Walentego Molendy. Udało mi się też dowiedzieć, jak brzmiało nazwisko panieńskie Małgorzaty Wywias: Błaszyk - matki Katarzyny (drugiej żony Andrzeja Molendy) - znalazłam jej akt zgonu. Oprócz tego pojawiło się sporo informacji uzupełniających o rodzinie Torskich i Wywiasów.

Ostatnio nawiązaliśmy też kontakt z kolejnymi potomkami Jana Molendy i Jadwigi Ratajszczak - tym razem ze strony jego wnuka Tadeusza. Serdecznie dziękujemy za nowe dane.

 

MAJ 2010. Bardzo ciekawym źródłem informacji genealogicznych bywają księgi meldunkowe. Ostatnio otrzymaliśmy z AP w Poznaniu kopie kilkudziesięciu kart z Kartoteki Ewidencji Ludności miasta Poznania za okres 1875-1931. Meldunek był obowiązkiem każdej osoby/rodziny mieszkającej w Poznaniu na stałe lub jedynie przez krótki okres czasu. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, zapisy na poszczególnych kartach założonych jeszcze przez zaborców były kontynuowane przez administrację polską.

   Karta z Kartoteki Ewidencji miasta Poznania (AP Poznań)

Kartoteka zawiera takie dane, jak zawody, daty i miejscowości urodzenia oraz zgonu poszczególnych osób. Czasem podani są rodzice głównego lokatora oraz data i miejsce ślubu (jeśli karta założona została dla małżonków). Skrupulatnie odnotowane są wszelkie zmiany adresów, wyjazdy i przyjazdy z/do Poznania wraz z datami, nazwami ulic i miejscowościami docelowymi, jak również okresy odbywania służby wojskowej przez mężczyzn. Na podstawie tych informacji doskonale zaobserwować można migracje naszych przodków, tak trudne nieraz do prześledzenia. Niekiedy spotykamy adnotacje o zatargach z prawem. Kartoteka ta okazała się prawdziwą kopalnią informacji. Prawdziwą „sensacją” było dla nas odnalezienie karty Stanisławy Molendy, córki Wojciecha i Weroniki z d. Ulatowskiej z Pakości, a siostry mojego dziadka Kazimierza.

Rodzina straciła z nią kontakt: wiedzieliśmy jedynie tyle, że wyszła za nieznanego z imienia Stachowiaka i zginęła w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Wcześniejsze poszukiwania aktu jej małżeństwa w USC Pakość i Inowrocław nie dały żadnego rezultatu. Zamierzaliśmy jeszcze szukać w Bydgoszczy. Zupełnie nieoczekiwanie i przypadkowo odnaleźliśmy ją w Poznaniu, gdzie najpierw mieszkała jako panna, a potem poślubiła Jana Stachowiaka. Będziemy kontynuować poszukiwania danych o dalszych losach jej męża oraz (mamy nadzieję) dzieci.

Zdjęcia wszystkich kart wraz z ich tłumaczeniami dostępne są dla rodziny w zakładce NASZA GENEALOGIA (Źródła).

Do zakładki GROBY RODZINNE dodałam zdjęcia grobów Molendów z linii Jakuba: Kaczmarków i Żytkowiaków. Wykonane zostały dzięki uprzejmości i pomocy koleżanki-genealoga z Poznania, zresztą wszystkie zdjęcia z cmentarza na Górczynie są jej autorstwa.

W związku z dopiero co sprowadzonymi z AP Poznań kolejnymi mikrofilmami, rozpoczęłam uzupełnianie zakładek: DZIEJE RODU oraz RODZINY SKOLIGACONE (Wywiasowie i Torscy). O następnych aktualizacjach z tym związanych poinformuję w czerwcu.

 

CZERWIEC 2010. Uaktualniliśmy zdjęcia w zakładce GROBY RODZINNE. Dodane zostały fotografie grobów: Edmunda Molendy, Marii Nowickiej z d. Cieluchowskiej i Melanii Gmerek z d. Nowak z cmentarza Najśw. Serca Pana Jezusa w Bydgoszczy.

W wyniku n-tego już ;-) przeglądania mikrofilmu z parafii Modrze, w zakładce RODZINY SKOLIGACONE zamieściłam obiecane wcześniej dzieje rodu Jankowskich z lat 1817-1865, wprowadziłam też uzupełnienia w dziejach rodziny Linke. Udało się ustalić dane, dotyczące dokładnej daty urodzenia Jadwigi Ratajszczak - żony Jana Molendy, jej rodziców i rodzeństwa. Dzięki wielokrotnie tu wspominanemu, niezawodnemu Projektowi Poznań, poznaliśmy miejsce i rok małżeństwa Marianny Szymaniak z d. Molendy, siostry Jana. Wcześniej szukaliśmy go bez powodzenia w Modrzu. I tu niespodzianka: ślub miał miejsce w 1877 r. w parafii Oborzyska Stare (ówczesne USC Kawczyn), czyli na terenach jeszcze przez nas niesprawdzanych. Dopiero około roku 1893 Marianna, wraz z mężem Szczepanem, powróciła do Modrza, gdzie urodziła im się (zapewne kolejna) czwórka dzieci (patrz: DZIEJE RODU). Zamówiłam już mikrofilm w AP Leszno z nadzieją na kolejne dane, pewnie nadejdzie po wakacjach…

 

SIERPIEŃ 2010. Ostatni miesiąc był naprawdę pracowity. Po przejrzeniu mikrofilmu z USC Kawczyn okazało się, że Szczepanowi i Mariannie Szymaniakom urodziła się w okresie 1877-88 pierwsza czwórka dzieci. Została jeszcze niewielka luka z lat 1889-93, ale to już trzeba będzie przejrzeć osobiście w AP Leszno - kiedyś, w przyszłości.

Ostatnio udało się po prawie trzech latach poszukiwań odnaleźć wreszcie akt urodzenia Jana Molendy, najmłodszego syna Idziego i Elżbiety z Torskich. Wiąże się z tym historia, którą muszę przytoczyć, bo dała nam niezłą nauczkę. Dokładna data i miejsce urodzenia Jana: 25 października 1885 w Augustynowie, od początku znana była z odpisu aktu zgonu. Był to klasyczny przykład przekręcenia miejscowości przez zgłaszającego zgon syna. W rzeczywistości chodziło o Augustowo, a dowiedzieliśmy się tego z aktu ślubu Jana z 1907 r. No dobrze, lecz miejscowości o takiej nazwie jest w Polsce sporo. Szukaliśmy w księgach różnych USC, głównie z Kujaw - na próżno. Nie mieliśmy wtedy wielkiego doświadczenia genealogicznego, nie bardzo orientowaliśmy się, że często obok nazwy miejscowości podawany był powiat. Ostatecznie okazało się, że chodzi o Augustowo (niem. Augustenhof) w ówczesnym powiecie wągrowieckim. To był moment, kiedy ze zdziwieniem dowiedzieliśmy się, że Molendowie w ogóle przebywali w tamtych okolicach. Taka miejscowość była tylko jedna i należała do USC Mieścisko. Pewni już swego przeszukaliśmy księgi w AP Poznań - ku naszemu zdziwieniu okazało się, że aktu nie ma! Zabrakło nam już pomysłów. A rozwiązanie było najprostsze na świecie: zmieniła się przynależność Augustowa do rejonu USC. Na początku Augustenhof należał do USC Łekno (również w 1885 roku), a dopiero później do USC Mieścisko. Teraz już bez przeszkód otrzymaliśmy kopię aktu z AP w Pile.

Dostałam też drugą, największą partię zdjęć kart Kartoteki Ewidencji Ludności miasta Poznania. Powtórzę się: kopalnia informacji! Są do wglądu dla rodziny w zakładce NASZA GENEALOGIA->Źródła, na ich podstawie dokonałam też odpowiednich zmian na stronie.

We wcześniejszej partii znalazła się karta Wiktorii Molendy, urodzonej 13.12.1897 w miejscowości Łekno. Nie podano jej rodziców. Warto było sprawę głębiej zbadać, gdyż wieś ta leży w rejonie, gdzie Molendowie przebywali, czyli w ówczesnym powiecie wągrowieckim, niedaleko Augustowa i Rąbczyna. Wśród dzieci Idziego Molendy i Elżbiety z Torskich było jedno, o którym nie wiedzieliśmy nic, nie znaleźliśmy też jego aktu zgonu - syn Marcin. W 1897 roku Idzi i jego pozostali synowie byli już w Pakości, co mamy udokumentowane.

Rodzicami Wiktorii okazali się: Marcin Molenda i Franciszka z Wiśniewskich. Jednak musimy najpierw odnaleźć ich akt małżeństwa, aby na 100% przekonać się, że chodzi o „naszego” Marcina. Powtarza się historia Kacpra, opisana na początku tego blogu (odcinek: Jak to z Kacprem było). Pewnie dowiemy się tego dopiero w przyszłym roku, co wiąże się z wizytą w AP w Pile.

Ech, Molendowie, Molendowie - nie mogliście wy siedzieć w jednym miejscu? O ile byłoby łatwiej dla nas!  :-))

 

WRZESIEŃ 2010. Dzięki ostatnim kilku kartom z Kartoteki Ewidencji Ludności miasta Poznania, które nadeszły w tym miesiącu, poszerzyliśmy nieco naszą wiedzę m. in. o rodzinie Szymaniaków. Spośród licznej gromadki dzieci Szczepana Szymaniaka i Marianny z Molendów, jedynie Jan wraz z rodziną zamieszkał w Poznaniu. Pamiętajmy jednak, że kartoteka obejmuje lata 1875-1931.

Poznaliśmy też bliżej rodzinę Eustachego i Franciszki Koronowskich.  Franciszka z Mazurkiewiczów Koronowska była wnuczką Agnieszki z Molendów Ignaszczak - córki Jakuba Molendy. Ciekawe, że właśnie w przypadku linii Jakuba, zbadanej przez nas przecież od początku XIX w. aż do okresu międzywojennego, na razie nie udało nam się skontaktować z żyjącymi potomkami tej gałęzi. Miejmy nadzieję, że to tylko kwestia czasu...

Uzupełniliśmy też naszą dokumentację kilkoma zdjęciami aktów z parafii Modrze i Stęszew, z których dane spisaliśmy sobie już wcześniej. Dawno nie byliśmy w AP Poznań i na razie się na to nie zanosi. Zdjęcia te udało się pozyskać drogą mailową, dzięki dokładnym „namiarom”: nazwie zespołu, sygnaturze, nr/stronie aktu oraz dokładnej dacie. Takie właśnie informacje wymagane są przez AP Poznań, aby uzyskać kopie akt bez kwerendy, płacąc tylko za - w naszym przypadku - zdjęcia cyfrowe...

 

PAŹDZIERNIK 2010. Dnia 2 października w internetowym systemie ZoSIA udostępnione zostały pierwsze skany mikrofilmów z wielkopolskich parafii oraz USC. Z parafii Modrze na razie dostępne są lata: 1866-wrzesień 1874, a z USC Modrze: październik 1874-1877. Miejmy nadzieję, że z czasem doczekamy się całości, jak również innych zespołów nas interesujących. Tutaj znajduje się lista udostępnionych w sieci zasobów AP Poznań, która będzie aktualizowana. Jest to wspaniała wiadomość dla wszystkich genealogów: otrzymaliśmy możliwość poszukiwania przodków bez wychodzenia z domu ;-).

Odwiedziliśmy też po raz pierwszy AP w Gnieźnie. Przeglądaliśmy tam kopie (wtórniki) akt USC, których oryginały znajdują się w AP Poznań: Modrze, Wiry, Głuszyna, Poznań-Jeżyce itp. Zainteresowaliśmy się też księgami meldunkowymi z powiatu wągrowieckiego. Archiwum to, z kompetentną i życzliwą obsługą, stawia swoich klientów na pierwszym miejscu. Na pewno jeszcze nieraz skorzystamy z jego gościnności. Dzięki tej wizycie dokonaliśmy przede wszystkim porównania i ewentualnych korekt dat uzyskanych wcześniej z Kartoteki Ewidencji Ludności Poznania. Dopiero konfrontacja tych dat (urodzeń, małżeństw, zgonów) z aktami źródłowymi daje nam pewność ich wiarygodności. A było kilka niezgodności, jak się okazało.

Pod koniec miesiąca przyszła też kolejna partia mikrofilmów z AP Poznań, a w niej następujące USC: Konojad, Głuchowo, Modrze ;-), Mosina i Separowo. Dzięki niej wprowadziłam sporo zmian w zakładce RODZINY SKOLIGACONE.

Ten pracowity miesiąc zakończyliśmy wizytą w AP Inowrocław. Uzyskaliśmy tam ksera ze świeżo oddanych przez USC Pakość akt metrykalnych za 1909 rok. Jak wszystkie nasze dokumenty, wraz z tłumaczeniami są do dyspozycji rodziny w zakładce NASZA GENEALOGIA (Źródła).

 

LISTOPAD 2010. Czasem zupełny przypadek powoduje odnalezienie nowych danych genealogicznych. Niedawno koleżanka, członek WTG Gniazdo, odnalazła w przedwojennym numerze Kuriera Poznańskiego ogłoszenie o zapowiedziach Jana Molendy i Franciszki Nowaczyk. Nie wiedzieliśmy jednak, czyim synem jest ów Jan, a w grę wchodziły dwie możliwości. Po sprawdzeniu okazało się, że to syn Michała Molendy i Marianny z Szymańskich, urodzony w Bochum w Niemczech. Bez znaleziska w gazecie zapewne nigdy nie odnaleźlibyśmy tych informacji.

Natomiast na pogrzebie Bolesława Molendy pokazano nam na cmentarzu w Stęszewie grób Anny Osses, mówiąc, że należała ona do rodziny. Na tablicy nagrobnej był rok zgonu, jak się zresztą później okazało - niezgodny z rzeczywistością. Byliśmy przekonani, że Anna powiązana jest z potomkami Barbary Osses z Molendów, córki Tomasza i Franciszki z d. Linke, czyli należy do rodziny Molendów. Jednak trzeba pamiętać, że w rodzinie Linke również byli Ossesowie, gdyż brat męża Barbary ożenił się z rodzoną siostrą Franciszki Molendy z d. Linke (patrz: RODZINY SKOLIGACONE), co całkiem niedawno odkryliśmy. Anna okazała się być właśnie córką tych ostatnich. Brat Anny, Józef Osses był zresztą świadkiem na ślubie wspomnianego wyżej Jana Molendy. Dla potomków Tomasza i Franciszki to rodzina, a dla nas interesujące odkrycie nowych powiązań z Molendami.

I kolejne zagadki rozwiązane. Ziarnko do ziarnka...

 

GRUDZIEŃ 2010. Jeszcze we wrześniowym odcinku blogu żałowałam, że nie udało nam się do tej pory nawiązać kontaktu z żyjącymi potomkami gałęzi Jakuba Molendy, brata Andrzeja. W tym miesiącu mogę napisać, że jednak udało się. :-) Odezwała się do nas praprawnuczka Walentego Ignaszczaka i Agnieszki z Molendów. Otrzymaliśmy bogatą kolekcję starych zdjęć i dokumentów, a także opracowanie historii rodziny.

Okazało się, że jej pradziadka Józefa Ignaszczaka wcale nie mieliśmy w naszym drzewie. Urodził się nie w Kotowie (dziś: Poznań) jak pozostałe dzieci, lecz aż w Choszcznie koło Stargardu Szczecińskiego. Widocznie Agnieszka Ignaszczak z rodziną, podobnie jak jej brat Walenty Molenda udała się za chlebem na Pomorze. Musiało się to stać w latach 1884-89 - właśnie wtedy mieliśmy „lukę” pośród urodzonych dzieci tej pary. Z aktu zgonu Józefa wynika, że urodził się w 1887 roku. Jak dowiedzieliśmy się w AP Szczecin, księgi USC z Choszczna niestety nie zachowały się, zostały zniszczone podczas II wojny światowej… Kolejną nieoczekiwaną informacją było małżeństwo Józefa Ignaszczaka z Antoniną Dehmel, która okazała się siostrą Rozalii, żony jego młodszego brata Stanisława. Józef przez całe życie mieszkał w Starołęce (później dzielnicy Poznania), skąd pochodziła stara, bamberska rodzina jego żony i bratowej.

Mimo, że nasze pokrewieństwo jest tak dalekie - poprzez Jana Molendę (1759-1839), naszego najwcześniejszego i zarazem wspólnego przodka - podobieństwo na starych fotografiach jest uderzające. To niezwykłe, ale z łatwością można rozpoznać charakterystyczne rysy twarzy Molendów ;-) W tym miejscu chciałam serdecznie podziękować naszej krewnej Agnieszce za pracowite zebranie danych, zdjęć oraz dokumentów, za zainteresowanie historią rodziny i podzielenie się nią z nami. Natomiast całej naszej rodzinie życzę szczęśliwego Nowego Roku, oby był jak najbardziej pomyślny dla nas wszystkich.

 

STYCZEŃ 2011. Pierwszy dzień nowego roku powitał nas miłą niespodzianką: otrzymaliśmy e-mail od prawnuka Piotra Molendy, syna Tomasza i Franciszki z d. Linke. W tym miejscu chciałbym ogromnie mu podziękować za udostępnione dane, dokumenty i fotografie. Piotr i jego żona, Franciszka z d. Szajek byli dla nas zagadką. Jak przypuszczaliśmy - większość ich dzieci urodziła się w Westfalii, a więc nie mieliśmy o nich żadnych informacji. Znaliśmy dotąd tylko dwóch synów: jeden urodzony i zmarły w Dębnie k/Stęszewa, drugi urodzony w Recklinghausen i zmarły w Dębnie, gdzie prawdopodobnie przebywali tylko czasowo. Nie wiązaliśmy więc wielkich nadziei, że kiedyś będziemy wiedzieć więcej o ich rodzinie. A jednak się myliliśmy :-)

Okazało się, że Piotr i Franciszka mieli jeszcze co najmniej dwójkę dzieci: Andrzeja oraz Marię (później zamężną Iciachowską). Życiorys Andrzeja jest wyjątkowy i wart choć skrótowego przytoczenia. Jego źródłem jest życiorys w postaci papierowej, napisany przez niego samego tuż przed powrotem do Polski.

Andrzej Molenda urodził się 13.11.1899 r. w Recklinghausen w Westfalii. 8-wydziałową szkołę powszechną skończył w 1914 pod pruskim zaborem. Krótko pracował w żegludze rzecznej, następnie w latach 1916-17 - w kopalni węgla w Dinslaken (Nadrenia). W 1917 r. został powołany do pruskiego wojska.

 

Wołkowysk 1937 r.

Po zwolnieniu w lutym 1919 r., przedostał się przez granicę do Polski i udał do rodziny, zamieszkałej w Zielonejgórze koło Obrzycka. Tworzyła się tam wtedy powstańcza kompania ochotnicza, do której się zaciągnął. W maju tego roku otrzymał przydział do Ochotniczej Kompanii Śmigielskiej. Brał udział w wojnie 1920 r. Był słuchaczem szkół podoficerskich dla podoficerów zawodowych: w Lesznie i Śremie. Tę ostatnią szkołę ukończył jako plutonowy i pozostał w niej jako instruktor, aż do otrzymania przydziału w 76 p.p. w Grodnie. W czerwcu 1923 r. został mianowany sierżantem zawodowym. W 1927 r. Andrzej został odkomenderowany do prowadzenia zajęć wychowania fizycznego w szkołach średnich oraz w Związku Strzeleckim do września 1939 r. We wrześniu został internowany przez Sowietów i osadzony kolejno w obozach: Juchnowo, Kozielsk i Griazowiec. We wrześniu 1941 r. został zwolniony z obozu w Griazowcu i zaciągnął się do tworzącej się w Tatiszczewie armii Andersa, do 5 dywizji piechoty. Po reorganizacji dywizji dostał przydział do 4 Baonu 2 Brygady 3 Dywizji Strzelców Karpackich. W grudniu 1943 przybył do Włoch, gdzie brał udział we wszystkich walkach: od rzeki Sangro, przez Monte Cassino, Ankonę, aż po Bolonię. Po wojnie trafił do Anglii. Odznaczony został wieloma medalami polskimi, włoskimi i brytyjskimi. Do Polski i rodziny wrócił 17.04.1965 r. Zmarł w Śremie 10.10.1974 r., pochowany jest wraz z żoną na tamtejszym cmentarzu farnym.

O żonie i dzieciach Andrzeja więcej w zakładce DZIEJE RODZINY.

 

MAJ 2011. Właśnie rozwiązaliśmy ostatecznie sprawę Marcina Molendy, syna Idziego i Elżbiety z Torskich, o której pisałam w jednym z wcześniejszych odcinków bloga (sierpień 2010). Podczas wizyty w AP Piła udało się nam odnaleźć akt małżeństwa Marcina i Franciszki Wiśniewskiej, a więc wreszcie udowodniliśmy, że Marcin jest „nasz”. W Pile nie spodziewaliśmy się wielkich znalezisk, zależało nam głównie na powyższym akcie ślubu i może kilkorgu dzieci tej pary. Zamierzaliśmy też „porządnie” przeszukać księgi okolicznych USC, na terenie których mogli mieszkać Molendowie, a także Torscy. Jeśli chodzi o tych ostatnich, znaleźliśmy jedynie jeszcze jedno dziecko Karola i Stanisławy Torskich - Wojciecha, urodzonego w Rybowie. Ślad tej rodziny urywa się nam właśnie wtedy: w 1889 r. Trop prowadzący do Śmieszkowa i Gulcza koło Czarnkowa okazał się fałszywy, co sprawdziliśmy w księgach meldunkowych tych miejscowości. Owszem, mieszkali tam Torscy, lecz nie nasi, niestety… Nie znaleźliśmy też żadnego po nich śladu w okolicznych USC (Gołańcz-wieś, Czeszewo, Łekno, Toniszewo, Wągrowiec) powiatu wągrowieckiego. Dokąd mogli się udać?

Oprócz Wiktorii, której akt urodzenia już wcześniej posiadaliśmy i która „naprowadziła” nas na ślad swoich rodziców, odnaleźliśmy jeszcze dwoje dzieci Marcina i Franciszki Molendów: Jakuba i Władysławę. Ostatecznie upewniliśmy się, że para ta osiadła na stałe w Olesznie koło Gołańczy. Franciszka właśnie tam zmarła (pieczątka na akcie ślubu), prawdopodobnie zmarł tam też Marcin, ale to musimy jeszcze sprawdzić. Bardzo ładnie rozwiązała się nam sprawa najmłodszego ich dziecka - Władysławy. Z pieczątki na jej akcie urodzenia dowiedzieliśmy się, że zmarła we wsi Lipiny, a księgi meldunkowe z tej miejscowości dopowiedziały nam resztę. Nie spodziewaliśmy się tak obfitego „żniwa” ;-) Więcej szczegółów w zakładkach: DZIEJE RODU oraz MIGRACJE i EMIGRACJE. Ponieważ część danych dotyczy osób żyjących, nie znajdziecie ich na naszej stronie.

Potwierdziła się nam również i uściśliła data przeprowadzki Molendów z powiatu wągrowieckiego do Pakości. Jak wynika z aktu ślubu Marcina, Idzi z Elżbietą jeszcze 1 października 1892 mieszkali w folwarku Mrowiniec. Pod koniec tego samego miesiąca byli już w okolicach Pakości.

Nie odszukalibyśmy tyle w tak krótkim czasie, gdyby nie uprzejmość i kompetencja pracowników Archiwum. Wizyta w AP w Pile nie zaowocowała, jak wcześniej myśleliśmy, kilkoma nowymi osobami, lecz kilkunastoma! A na tym etapie naszych poszukiwań to już rzadkość.

 

WRZESIEŃ 2011. W ostatnim, majowym odcinku blogu łamaliśmy sobie głowę, gdzie też zniknął nam Karol Torski z rodziną. Całkiem nieoczekiwanie sprawa wyjaśniła się - rzeczywiście wyjechał z Rybowa i to daleko, bo do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Przez całkowity przypadek odnalazłam Karola i jego żonę na listach pasażerów płynących z Hamburga do Nowego Jorku, dostępnych w płatnym amerykańskim serwisie www.ancestry.com. Akurat mieli promocję i dostęp do list był darmowy. Chyba chcieli zostać odnalezieni. :-) Więcej szczegółów w zakładkach: DZIEJE RODU oraz MIGRACJE i EMIGRACJE.

Wrzesień był dla nas bardzo pracowity: odwiedziliśmy Archiwa Państwowe: w Poznaniu, Gnieźnie oraz Lesznie, a także poznańskie Archiwum Archidiecezjalne. Nasz wyjazd zbiegł się z wprowadzeniem przez niektóre państwowe archiwa możliwości darmowego fotografowania własnym sprzętem, co ogłoszone zostało uroczyście w pracowni naukowej AP Poznań 22 września. Udogodnienie to bardzo oszczędza czas: nie trzeba już pieczołowicie przepisywać dokumentów, można zrobić to w domu przy kawie, na podstawie wykonanych zdjęć :-) Dobrze jednak mieć ze sobą komputer, aby na miejscu sprawdzić jakość fotografii, co jest szczególnie ważne w przypadku osób zamiejscowych.

Po wykonaniu zdjęć aktów od razu „wyszły” nasze błędy w ich tłumaczeniu, choć nie było ich tak wiele, jak przypuszczaliśmy. Cóż, nie mieliśmy wcześniej takich umiejętności, jak dziś. :-) Jednym z nich okazało się odczytanie adnotacji na akcie ślubu Mikołaja Teschnera i Magdaleny Molendy (najstarszej córki Jana i Jadwigi z Ratajszczaków), mówiącej o ich synu, jego urodzeniu i ślubie. Wcześniej myśleliśmy, że nie podano tam jego imienia, a miejsce urodzenia nie zostało przez nas zlokalizowane, gdyż miejscowości o identycznej nazwie było wiele. Teraz okazało się z całą pewnością, że syn miał na imię Walenty, a urodził się w Zajączkowie koło Ostródy (Falkenstein Kreis Osterode). Rodzina ta miała chyba najwięcej kilometrów do pokonania: ze Stęszewa na Śląsk (Chocianów), znów Stęszew, potem Zajączkowo w Prusach Wschodnich, aż do Oberhausen-Sterkrade, gdzie prawdopodobnie osiedli na stałe.

Do naszego drzewa doszło ponad dwadzieścia nowych osób, głównie z linii Jakuba Molendy. Uzupełniliśmy również wiele brakujących lub błędnych dat i miejscowości, pojawiły się nowe nazwiska.

Podczas naszego wyjazdu odwiedziliśmy też miejscowości, w których nasi przodkowie mieszkali, stąd nowe fotografie grobów w zakładce GROBY RODZINNE.

Zdjęć aktów mamy naprawdę sporo - będę je stopniowo tłumaczyć i zamieszczać w NASZEJ GENEALOGII.

Ech, jakże zazdroszczę wszystkim tym szczęściarzom, którzy mieszkają w Poznaniu lub okolicach! Ten „ból” zrozumieją tylko ci genealodzy, którzy do kluczowych archiwów mają tak daleko, jak my. ;-)

 

PAŹDZIERNIK 2011. Środowisko genealogiczne, choć przecież nieduże, znane jest z solidarności i niesienia bezinteresownej pomocy. Każdy z genealogów zapewne tego doświadczył, doświadczyłam nieraz i ja. Szczególnie w tym miesiącu.

To dzięki takiej właśnie pomocy udało mi się zdobyć zza oceanu zdjęcia grobu Franka Molendy. Franciszek Molenda (1914-1978) - z zawodu krawiec - był synem Michała i Marianny z Szymańskich ze Stęszewa, wnukiem Tomasza i Franciszki z d. Linke z Modrza. Powojenne losy rzuciły go do USA, dokąd przypłynął w 1948 r. na pokładzie SS Marine Swallow i osiedlił się tam na stałe. Pochowany został na cmentarzu Maryhill w Niles k/Chicago – w części przeznaczonej dla polskich weteranów. Był członkiem Związku Weteranów Armii Polskiej. Zdjęcie grobu zamieściłam w zakładce GROBY RODZINNE, a NASZA GENEALOGIA wzbogaciła się w nekrolog Franciszka z „Chicago Tribune”.

Druga historia jest niezwykła i zupełnie nieoczekiwana. Otóż, koleżanka z WTG Gniazdo całkowicie bezinteresownie i z własnej inicjatywy zrobiła dla mnie „wywiad środowiskowy”. Wiedząc, na jakiej ulicy w Poznaniu mieszkali przed wojną moi krewni, po prostu tam poszła, zadzwoniła do pierwszych lepszych drzwi i dowiedziała się, czego trzeba. Okazało się, że moja rodzina mieszka tam do dzisiaj: zmieniając adresy w czasie okupacji, po wojnie wróciła „na stare śmieci”. Dzięki niej zyskałam ciekawe dane i nowe osoby do drzewa.

W genealogii, tak jak w życiu, bardzo potrzebujemy życzliwości i pomocy innych. Bez kontaktu z innymi i bez ciągłego odnawiania zagubionych często więzi rodzinnych, nasze poszukiwania przypominałyby rozmowę z samym sobą. Nie bójmy się pomagać i dzielmy się swoją wiedzą. Nie zapomnijmy jednak o zachowaniu właściwych proporcji: nie można tylko dawać - brać też trzeba! :-)

 

MARZEC 2012. Trzydniowa intensywna kwerenda, którą przeprowadziłam w Archiwum Archidiecezjalnym w Poznaniu przyniosła nieoczekiwane efekty. Otóż okazało się, że Regina Molenda, córka najstarszego znanego mi przodka - Jana Molendy, jednak poślubiła Izydora Aniołę w par. Komorniki, a nie gdzie indziej. Wcześniej akt ten przeoczyłam, gdyż Regina występowała w nim pod przydomkiem Mazurzanka, córka Jana i Franciszki Mazurów, a nie pod nazwiskiem rodowym. Nie ma w tym nic dziwnego, był to okres, gdy nazwiska chłopskie dopiero sie tworzyły, a proces ten jest w parafii Komorniki szczególnie dobrze widoczny. Jednak w przypadku naszej rodziny, zarówno wcześniej, jak i później, w tej parafii zawsze występowało nazwisko Molenda (Molęda, Molendziak, Molendzina), ten jeden jedyny akt stanowi wyjątek. Dla nas bardzo interesujący wyjątek, bo dlaczego właściwie ich tak wołali? Nazwisko Mazur (ani jego oboczności) w ogóle nie występowało wtedy w tej parafii, tu też nasz akt jest wyjątkiem.

Nie wiemy, skąd Molendowie przybyli do par. Komorniki - może to wskazówka? Mazurzy wieleńscy, olendrzy? A może to zbyt daleko idące przypuszczenia? Obawiam się, że terytorialny zakres poszukiwań nam się powiększył i to znacznie...

 

KWIECIEŃ 2012 czyli o tym, jak dzięki Maciejowi i pewnemu Australijczykowi odnalazłam Aniołów. Genealogia lubi sprawiać niespodzianki: czasem pomoc w poszukiwaniach może przyjść nawet z z drugiego krańca świata. :)

Moi Aniołowie, a dokładnie Izydor Anioła i Regina z Molendów, zniknęli wraz dziećmi z parafii Komorniki około 1837 roku. Przez ponad dwa lata bez powodzenia poszukiwałam miejsca, do którego się przenieśli.

Na początku miesiąca odezwał się Maciej. Otrzymał e-mail od Chrisa z Australii, który okazał się być jego krewnym. Jednak to nie wszystko: babcia Australijczyka była z domu Anioł, a jego najdalszymi przodkami w tej linii byli ... Izydor i Regina Aniołowie. Cała rodzina mieszkała od XIX wieku do czasów współczesnych w Swarzędzu, jednak stamtąd nie pochodziła. Aby stwierdzić skąd przybyła, Chrisowi potrzebne były akty chrztu dzieci Izydora, których nie miał.

Ja zaś znałam pierwszą część tej „układanki”, bezskutecznie poszukując drugiej. :) Dokładna analiza metryk kościelnych potwierdziła przypuszczenia: to byli moi zaginieni Aniołowie! Dokumentację uzupełniłam dodatkowo aktami z USC Swarzędz oraz par. św. Jana w Poznaniu z zasobów AP Poznań, otrzymanymi dzięki uprzejmości Łukasza. Dzięki nim poznałam sporo nowych, ciekawych faktów. Dalsze losy rodziny Aniołów opisane zostały w zakładce DZIEJE RODU.

W taki oto sposób praca wielu osób oraz ich gotowość pomocy - a także szczęśliwy zbieg okoliczności - pozwoliły mi rozwiązać jedną z dwóch najważniejszych zagadek w genealogii Molendów.

A Maciej i ja jesteśmy skoligaceni przez Australijczyka. ;)

 

C. D. N.

           Lila Molenda

 

 

„Pamiętamy rodziców, dziadków. Wiemy o nich. Jak wielu jednak, zwłaszcza w ostatnich dziesięcioleciach, nie sięga tą wiedzą poza pokolenie swoich rodziców, dziadków, czasem pradziadków. O tych dawniejszych nie wiemy po prostu nic. Nie wiemy kim byli, jak wyglądali. Jakie było ich życie, radości, tragedie. A przecież taka niewiedza to też rodzaj osierocenia, tyle że mniej dotkliwy. Każdy z nas ma przodków, nie każdy jednak o nich wie. Nie ma rodów starszych i młodszych. Zwroty "stary ród", "stara rodzina" znaczą w końcu tyle tylko, że ta rodzina przechowała pamięć o sobie, o swoich przodkach. Niektórym tę wiedzę przechowywać było łatwiej, zaczęli gromadzić ją wcześniej. Zawsze był jednak tego gromadzenia początek, ktoś to rozpoczął. Ktoś zatrzymał proces zapominania. Bardzo szybki proces. Ktoś zapisał to, co przekazali mu starsi od niego. (…) Zaczynamy interesować się tymi sprawami wtedy, gdy sami jesteśmy już w podeszłym wieku. Wtedy jednak najczęściej nie ma już kogo pytać.”

„Każdy z nas ma przodków”

Opublikowano w "Verbum Nobile" nr 1/1992

Przedruk z pisma "Pomerania" z 1989 r.

Projekt i realizacja: Liliana Molenda

Copyright © 2009-2017 by Liliana Molenda

Powrót do góry